Wyodrębnienie nowego lokalu we wspólnocie – część 1.

 

W praktyce wciąż pracujemy na budynkach, w których udziały w nieruchomości wspólnej zapisane są jako ułamki o mianowniku 1000 (np. 125/1000, 78/1000). To spuścizna lat 90., kiedy po wejściu w życie Ustawa o własności lokali notariusze i projektanci masowo przyjmowali „system tysięczny” jako czytelny i wygodny.

Dziś jednak, gdy mamy wyodrębnić nowy lokal (np. po adaptacji strychu albo podziale dużego mieszkania), pojawia się kluczowe pytanie:

Czy trzymać się historycznych „tysięcznych”, czy przeliczyć udziały wszystkim właścicielom od nowa – zgodnie z ustawą?

Jako rzeczoznawca majątkowy nie mogę podejść do tego wyłącznie technicznie. To decyzja prawna i organizacyjna, która ma realne skutki dla właścicieli.

 

Punkt wyjścia: co mówi ustawa?

Zgodnie z ustawą udział w nieruchomości wspólnej powinien odpowiadać stosunkowi powierzchni lokalu (wraz z pomieszczeniami przynależnymi) do łącznej powierzchni wszystkich lokali w budynku.

To oznacza, że:

👉 udział każdego lokalu powinien być proporcjonalny,

👉 suma udziałów musi wynosić 1 (czyli 100%),

👉 udziały nie są „umowne” – wynikają z matematyki.

System „do 1000” był tylko sposobem zapisu. Problem zaczyna się wtedy, gdy nowy lokal powoduje, że dotychczasowa suma udziałów nie odpowiada już rzeczywistej proporcji powierzchni.

 

Scenariusz pierwszy – „dopasować się do tysięcznych”

W praktyce spotykam się z pokusą, by:

➡️ pozostawić dotychczasowe udziały bez zmian,

➡️ wyodrębnić nowy lokal,

➡️ „odjąć” odpowiednią część tysięcznych od lokalu macierzystego i przypisać ją dwóm nowym lokalom,

➡️ wszystko zamknąć nadal w mianowniku 1000.

To rozwiązanie jest organizacyjnie wygodne – bo wymaga działania tylko właściciela lokalu dzielonego.

Ale tu pojawia się problem ⁉️

Jeżeli udziały nie będą odpowiadały rzeczywistej proporcji powierzchni w całym budynku, to powstaje stan sprzeczny z ustawą. A udział w nieruchomości wspólnej ma charakter prawa rzeczowego – nie można go kształtować dowolnie.

W efekcie:

❗ powstaje ryzyko wadliwego określenia udziałów,

❗ pojawia się potencjalny spór przy sprzedaży lokalu,

❗ bank może zakwestionować dokumenty przy kredycie,

❗ wspólnota może mieć problem przy głosowaniach i rozliczeniach.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa obrotu – to rozwiązanie jest ryzykowne.

 

Scenariusz drugi – przeliczyć udziały wszystkim

Drugie rozwiązanie jest czyste matematycznie i zgodne z ustawą:

Obliczamy łączną powierzchnię wszystkich lokali po wyodrębnieniu nowego.

Każdemu lokalowi przypisujemy udział jako: powierzchnia lokalu / łączna powierzchnia wszystkich lokali.

Udziały zapisujemy jako ułamki (niekoniecznie do 1000 – mogą mieć dowolny mianownik).

To rozwiązanie:

✅ jest w pełni zgodne z ustawą,

✅ porządkuje stan prawny,

✅ eliminuje historyczne niedokładności.

Ale…

Wymaga zmiany udziałów wszystkich właścicieli.

A to oznacza konieczność:

➡️sporządzenia aktu notarialnego,

➡️stawiennictwa wszystkich właścicieli,

➡️jednomyślności.

W praktyce – bywa to logistycznie bardzo trudne.

 

Co zatem powinnam zrobić jako rzeczoznawca?

Moja rola nie polega na „dopasowaniu liczb”, ale na:

💡rzetelnym ustaleniu powierzchni,

💡wskazaniu prawidłowej proporcji udziałów,

💡przedstawieniu wariantów wraz z konsekwencjami.

W operacie i dokumentacji:

🧩 Obliczam udziały zgodnie z ustawą.

🧩 Wskazuję, że prawidłowe wyodrębnienie nowego lokalu wymaga korekty udziałów wszystkich lokali.

🧩 Informuję o konieczności aktu notarialnego obejmującego wszystkich właścicieli.

Nie mogę rekomendować rozwiązania sprzecznego z przepisami tylko dlatego, że jest prostsze organizacyjnie.

 

A jeśli wspólnota nie chce zmieniać udziałów?

Wtedy mamy do czynienia z realnym konfliktem między:

ü  wygodą proceduralną
a

ü  zgodnością z prawem.

Czasem praktykuje się rozwiązanie przejściowe – np. przygotowanie projektu nowego podziału i przeprowadzenie procesu uzgodnień wśród właścicieli jeszcze przed wizytą u notariusza lub przeliczenie udziałów w ułamkach dziesiętnych i zapisanie ich w ułamkach zwykłych w sposób, aby odpowiadał stanowi rzeczywistemu. To bardzo często spotykane rozwiązanie, które godzi obie metodologie. Pozwala zachować dotychczasowy „mianownik” i pozostawać „w zgodzie” z przepisami ustawy.

Z mojego doświadczenia wynika, że kiedy właściciele zrozumieją, że udział wpływa na:

👉 wysokość zaliczek,

👉 koszty remontów,

👉 siłę głosu we wspólnocie,

👉 wartość rynkową lokalu,

łatwiej jest uzyskać zgodę na uporządkowanie stanu prawnego.

 

Wniosek ekspercki

Jeżeli wyodrębniam lokal w budynku, w którym udziały zapisane są „do tysięcznych”, nie powinnam mechanicznie utrzymywać tego systemu, jeśli prowadzi on do niezgodności z ustawą.

Prawidłowym rozwiązaniem jest przeliczenie udziałów wszystkich lokali zgodnie z rzeczywistą proporcją powierzchni i dokonanie zmiany w formie aktu notarialnego z udziałem wszystkich właścicieli.

Bo udział w nieruchomości wspólnej to nie detal techniczny.

To element prawa własności.

A w prawie własności nie ma miejsca na „umowne uproszczenia”, jeśli są sprzeczne z ustawą.

Co dalej?

Uporządkowanie udziałów to fundament, ale to dopiero początek drogi. Skoro wiemy już, jak „ugryźć” matematykę i prawo, w kolejnej części przyjrzymy się bliżej samej materii budynku.

Już niedługo druga odsłona cyklu, w której opowiem o tym, co musi się wydarzyć „na placu boju”, czyli:

⁉️J akie wymogi techniczne musi spełnić strych, aby stał się pełnoprawnym mieszkaniem? 🧱

⁉️ Na co zwrócić uwagę przy przebudowie stropów i instalacji? 🛠️

⁉️ Jak uniknąć najczęstszych błędów wykonawczych, które mogą zablokować uzyskanie zaświadczenia o samodzielności? 🚫

 

Potrzebujesz pomocy przy wydzieleniu lokalu? 🤝 jestem tu, by Ci pomóc!